-Mamo, proszę, prooooszę...- starałam się namówić ją na podpisanie zgody na wyjazd -Poradzę sobie, nie jestem już przecież małą dziewczynką.
-No nie wiem, [T.I.]...
-Jedzie Meg. Wiesz, jaka ona jest troskliwa, odpowiedzialna i w ogóle...- uległa i się zgodziła. Ufała Meggie. Była moją "siostrą". Przychodziła w odwiedziny prawie codziennie. Pobiegłam na górę i usiłowałam znaleźć telefon, leżący prawdopodobnie w którejś z kupek ciuchów na podłodze.
-Gdzie jesteś, głupia komórko?- powiedziałam do siebie pod nosem szperając w stertach ubrań.
-Tu jestem.- odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Eliasa. Mój przyjaciel (nie mylić z chłopakiem)- "artystyczny nieład" na głowie, wygodne ciuchy. Roześmiałam się i podeszłam do niego, żeby odzyskać swoją własność. Pomógł mi się spakować. Wygrzebaliśmy na strychu różową sporą walizkę. Zapakowałam do niej tylko niezbędne rzeczy. Według mnie niezbędne, według Eliasa były niepotrzebnymi śmieciami. Ale to chłopak, nigdy nie zrozumie jakie są niezbędne rzeczy dla dziewczyn. Był jak mój starszy brat. Kiedy przygotowaliśmy mnie do wyjazdu było już dość późno, więc Eli się zmył i zostałam sama. Do późna oglądałam koncerty One Direction. "Dlaczego nigdy nie mogę na jakiś pojechać?!". Wiedziałam. To przez kasę. Bilety były za drogie.
Dwa dni później rodzice zawieźli mnie pod szkołę. Kolorowy autokar już czekał, a obok niego mój "brat" i "siostra". Byliśmy nierozłączni, zawsze w trójkę.
-Pa, kochanie.- pożegnał się ze mną tata. Przytuliłam go, bo wiedziałam, jak bardzo tęskni, gdy ktoś z nas wyjeżdża. Mama machała do mnie ze srebrnego samochodu. Odmachałam jej i znalazłam wolne siedzenie w autobusie. Meg od razu dosiadła się do mnie i zasnęła po pięciu minutach drogi. W końcu ja też usnęłam z nudy, gapiąc się w krajobrazy za szybą. Śniła mi się mgła. Z niej wyłonił się srebrny samochód, a w nim mama machająca do mnie tak jak przed wyjazdem. Ojciec usiadł obok niej i odjechali w jakąś ciemną przestrzeń...
-[T.I.], jesteśmy na miejscu.- obudziła mnie Meggie. Wysiadając z autokaru ujrzałyśmy wyraźny zarys gór i drewniane, ładne domki. Po chwili odbyła się zbiórka. Każdej grupce przydzielono jeden domek. Nas było najmniej - ja, Meg i jakieś dwie dziewczyny z młodszych klas. Mi to pasowało. Mniej osób oznaczało więcej miejsca dla mnie. Eliasa przydzielono do jakiegoś domku razem z pięcioma chłopakami w kapturach na głowach i ciemnych okularach na oczach. Nie mogłam stwierdzić, czy ich znam, bo prawie nie było widać ich twarzy. Eli posłał mi wystraszone spojrzenie. Starałam się go uspokoić gestykulując jakoś rękami, ale chyba mi to nie wyszło. Rozeszliśmy się.
Wieczorem miało odbyć się dla wszystkich wielkie ognisko. Razem z dziewczynami ogarnęłyśmy się, trochę pogadałyśmy, żeby lepiej się poznać, a gdy zrobiło się ciemno, wyszłyśmy z domu. Na zewnątrz byli już chyba wszyscy, ale nie mogłam nigdzie znaleźć Eliasa. Powiedziałam Meggie, że pójdę po niego. Pukałam do drzwi tysiąc razy, ale widocznie nikt nie słyszał, bo w środku grała głośna muzyka. Postanowiłam sprawdzić, czy aby na pewno zamknęli drzwi. Nacisnęłam klamkę... Otwarte. Weszłam do środka, powoli i uważnie stawiając kroki, bo wszędzie porozrzucane były ciuchy i jedzenie. Przez parę godzin zrobić taki bałagan...Weszłam do salonu i zaniemówiłam.
-H-hej. Elias, idziesz?- powiedziałam, orientując się, że muszę wyglądać przezabawnie z wyrazem niedowierzania na twarzy.
-Jasne!- ruszył w twoją stronę i pociągnął mnie za rękę do drzwi, bo nie mogłam się ruszyć i stałam z opadniętą szczęką w progu. -[T.I.], ruszamy nogami...- reszta lokatorów miała ze mnie ubaw. Wyszliśmy na dwór. Długą chwilę się nie odzywałam, bo nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteś w domu z Zaynem, Liamem, Niallem, Louisem i Harrym?!- zaczęłam skakać w miejscu jak głupia, musiało to wyglądać idiotycznie, ale nie przejmowałam się tym.
-Znasz ich?- Eli nie znał powodu mojego nieopanowania.
-Elias, jesteś nieogarniętym człowiekiem! Oni są z One Direction!- uświadomił sobie, że ich nie poznał, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Staliśmy tak chwilę, a po chwili poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się.
-Wiesz... Widocznie nas znasz...- pokiwałaś głową, jak zaczarowana patrząc się na Tomlinsona- Tak się składa, że jesteśmy tu na wakacjach i lepiej by było, gdyby nikt się nie dowiedział, że tu jesteśmy. Rozumiesz?
-OK, obiecuję. Nie szepnę nikomu ani słówka.- obiecałam i uśmiechnęłam się. Lou podziękował i wrócił do chłopaków. Resztę wieczoru chodziłam taka szczęśliwa, że Meggie martwiła się, że ktoś dosypał mi coś do napoju, czy coś w tym stylu. Jednak kiedy powiedziałam jej, co się wydarzyło, zachowywała się tak samo. Była to nasza słodka tajemnica...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz